czwartek, 29 września 2011

Billboard totalny

Autorem artykułu jest jerrym



Idę sobie spokojnie, wolno, ulicą pełną elektoratu. Gdzie nie spojrzeć elektorat pilnie baczy na wszystko, co świadczy o zaletach i wadach partii, stronnictw, konwentykli. Ja sam częścią tego elektoratu jestem. I także mam wielkie zapotrzebowanie na informacje o poczynaniach partii, stronnictw, konwentykli.

Nagle jest ! Patrzę na Photoshopowe wizerunki Pani Poseł Piekarskiej oraz Pana Posła Przewodniczącego Napieralskiego. Do tego uderza mnie jak grom z jasnego nieba przekaz informacyjny, że Państwo Poselskie Photoshopowe jest reprezentacją graficzną Pierwszej Brygady (wróć – linii) czegoś, czego skrótem są litery SLD. Już wiem wszystko – SLD zrobiło dobrą robotę, wydało sporo forsy na profesjonalny photoshop.

Idę dalej w kierunku Lidla po bułki nasze codzienne pełen uznania dla dobrej roboty SLD. Ja chyba stałem się błyskawicznie elektoratem świadomym swej decyzji. Wreszcie kamień spadł mi z serca.

Billboardy przecież nie kłamią. Mam komórkę z kartą firmy kiedyś zwanej Era. Widziałem w telewizji kabaret Mumio, co to reklamował konkurencję - Plusa, a ponieważ lubiłem Mumio jak był kabaretem, a przestałem lubić pomumiowy zespół reklamodawców, to starter kupiłem na targu pod warunkiem, że nie będę finansował coraz bardziej wysublimowanym intelektualnie i wizualnie pomysłów tej Pani i tych Panów, co ich pamiętam z Mumio. Chyba dobrze zrobiłem, bo ta firma, co konkurowała z Plusem zniknęła i jak ten Feniks światowa się stała.

Czyli że billboardy to potęga i trzeba im wierzyć. Kiedyś widziałem na nich malucha, co się uśmiechał i raczkował. To ja zapamiętałem, że on był tak zadowolony ponieważ miał na sobie pampersy marki Pampers. To wziąłem i kupiłem. Nie dla siebie na razie, dla Wnuczki. I Wnuczka podobno była zadowolona – tak zagulgotała na pytania ankietera. Czyli że billboardów trzeba się słuchać (?), albo zapatrywać.

No to idę dalej swoją droga codziennej troski. Aż tu za rogiem inne arcydzieło Photoshopa – Pan „Trzy P” (Prezes, Premier, Poseł) jak żywy po diecie. I się uśmiecha. Pod spodem coś napisane. Podchodzę, bo okularów zapomniałem. „Czas na odważne decyzje”. To jest to ! Ci z Photoshopu SLD nie piszą, że czas na coś przyszedł, albo przyjdzie. Oni proszę żeby się na Internet wpisać, to się dowiem co jest grane.

Adamek z Kliczką będzie walczył – to wiem.

Jeżeli czas na odważne decyzje – tak sobie myślę – to kiedyś nie było na nie czasu. Ale z drugiej strony (billboardu), to kiedyś nie musiałem zapisywać z billboardu adresu internetowego. Ciężko być uświadomionym elektoratem.

Czy oni mają mnie za totalnego głupka ? Nie tylko mnie. Ten cholerny elektorat, co taki debilny, że obrazki mu trzeba pokazywać aby się dowiedział, co dla tego elektoratu dobre. Idzie se elektorat i ma krótki przebłysk inteligencji. Ten billboard lepszy od tamtego, to ja zagłosuję za lepszym Photoshopem.

A potem kiedyś będą mi wnuki kupować pampersy i wysyłać na Karaiby, bo miałem szczęście widzieć dawno temu taki billboard z palmami, szklankami z parasolką i cud aktorami, co to emerytów naśladowali.

---

JM

http://laurahuta.blogspot.com


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Mgliste obietnice

Autorem artykułu jest Marian Plona



Po "dziwacznym" raporcie pana posła Mirosława Sekuły z komisji hazardowej otrzymaliśmy niedawno kolejny wyjątkowo ohydny paszkwil rozzuchwalonego lewaka posła Ryszarda Kalisza w sprawie śmierci Barbary Blidy.

Gdzie przed Trybunał Stanu chcą postawić Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobrę. Obydwa raporty są świadectwem tego, że układ rządzący Polską nadal istnieje, a teraz dodatkowo przybrał postawę oskarżycielską. Do tego obrazu dołącza się kolejna osobistość, prezydencki doradca Tomasz Nałęcz, który spotkanie Jarosława Kaczyńskiego z młodzieżą nazwał polityczną pedofilią.

Przebił już więc osławionego "profesora" Bartoszewskiego i jego "bydło". A za to ostatnio na spotkaniu z panem premierem Tuskiem pani kanclerz Angela Merkel oświadczyła, iż Gazociąg Północny, gdy okaże się, że blokuje rozwój portów w Szczecinie i Świnoujściu, to zostanie wkopany głębiej - jak się należy domyślać już podczas jego eksploatacji. I o dziwo, te niedorzeczne obietnice nasz rząd przyjmuje ze zrozumieniem.

Przecież od dawna wiadomo, że jest problem z gazociągiem i istnieje groźba zahamowania rozwoju obu portów. Pytanie jest bardzo proste: dlaczego do tej pory nie wkopano głębiej tego gazociągu, tylko snuje się mgliste obietnice? Dlaczego tego nie uczyniono - jak mniemam - wie tylko Donald Tusk i Angela Merkel.

A może to celowy zabieg, bo przecież łatwo się domyślić, że operacja zagłębiania go podczas eksploatacji albo nie będzie w ogóle możliwa (tj. Niemcy tak w końcu stwierdzą), albo jej koszty będą tak horrendalnie wysokie, że ponieść je będziemy musieli my. Dochodzi jeszcze jedna sprawa. Czy obietnice pani Merkel będą musiały respektować kolejne rządy niemieckie? Wszystko to jest palcem na wodzie pisane.

---

http://szukamcierodzino.blogspot.com


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Obietnice wyborcze

Autorem artykułu jest Monika Ł.



Zbliżają się wybory, zatem i kampanie reklamowe już ruszyły. Pierwszym takim widocznym przykładem są plakaty, na których uśmiechnięci parlamentarzyści oferują nam rożne usługi, jak np. porady prawne i to w dodatku darmowe.

Na pierwszy rzut oka zwykłego człowieka, stwierdzam, że taka pomoc prawna udzielana jest przez samego polityka z plakatu. Zatem warto pójść nawet z wymyślonym problemem, żeby przekonać się, jak wygląda ten czy inny parlamentarzysta, powąchać go i porozmawiać z nim. Może np. okazać się, że człowiek taki, nie dość, że miły i kompetentny, to przyjmuje każdego, chętnie wysłucha i jeszcze radą posłuży na różne ludzkie bolączki.

Okazuje się jednak, że porady udzielać nam będzie, nie sam polityk, a np. aplikant czy ściągnięty specjalnie na tą okazję prawnik. Żeby tego mało, sekretarka poinformuje nas, że pana z plakatu nie zastaliśmy, zresztą on tych porad prawnych nie udziela, bo nie jest absolwentem prawa. Jeśli bardzo się uprzemy, ta sama miła sekretarka zapiszę nas na wizytę w polityka, jednak najbliższy wolny termin to np. 30 sierpień.

Gra językiem polskim to zabieg często wykorzystywany przez polityków w swoich kampaniach. Nawijają oni makaron na uszy ludziom, obiecują gruszki na wierzbie, a lud wierzy. Wierzy i głosuje. Mało kto się zastanowi nad hasłami wyborczymi z plakatów czy przemówieniami, wygłaszanymi przez samych parlamentarzystów na wiejskich festynach. Politycy, zresztą, sami często nie wiedzą co mówią, znaczenia używanych słów nie znają, a potem wielkie zdziwienie, że lud ma pretensje. Bo lud pamięta co mu się obiecuje. Chociaż z roku na rok, coraz mniej. A to dlatego, że widzą, że najczęściej te obietnice to nic nie warte były, więc te nowe hasła wyborcze jednych uchem wpuszczają, a drugim wypuszczają.

---

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Gospodarka zamiast polityki

Autorem artykułu jest jaspaw



W poniedziałek 12 września po raz pierwszy od sześciu lat Moskwa gościła premiera Wielkiej Brytanii. David Cameron spotkał się zarówno z prezydentem Dmitrijem Miedwiediewem, jak i premierem Putinem.

To próba poprawy relacji dwustronnych, na których cieniem kładą się przede wszystkim „sprawa Litwinienki” oraz wnioski ekstradycyjne wystosowane przez prokuratury obydwu krajów. Moskwa od lat domaga się przekazania w ręce wymiaru sprawiedliwości skonfliktowanego z obecną władzą biznesmena Borisa Bieriezowskiego oraz czeczeńskiego polityka Achmeda Zakajewa. Londyn z kolei stara się o ekstradycję Aleksandra Ługowoja, głównego podejrzanego w sprawie otrucia byłego agenta FSB i zarazem obywatela brytyjskiego Aleksandra Litwinienki. W 2007 roku obydwa kraje przechodziły kryzys dyplomatyczny, który zakończył się wzajemnym wydaleniem dyplomatów.

„Nawet jeśli nasze podejście do tych czy innych kwestii nie zawsze jest takie samo, to nie powód do dramatyzowania. Najważniejsze to nie dopuścić, żeby to wpływało negatywnie na kierunku naszych relacji” – mówił w trakcie wspólnej konferencji Miedwiediew. Równocześnie dodał, że obowiązująca w Rosji konstytucja nie pozwala na zrealizowanie żądań Londynu. W podobny sposób wypowiadał się Cameron. „Ekstradycja to sprawa sądów. Oskarżony ma prawo do sprawiedliwego procesu sądowego” – stwierdził podczas wykładu na Moskiewskim Uniwersytecie Państwowym.

cameron_miedwiediew

Wizyta brytyjskiego premiera, któremu towarzyszyła grupa biznesmenów, przebiegała pod znakiem negocjacji w sferze gospodarczej. Podpisano m.in. umowę o współpracy rozwojowej i w dziedzinie innowacji. Sfinalizowano również powstanie w Moskwie brytyjskiego centrum finansowego oraz omawiano kwestie wymian studenckich i naukowych.

Premier Cameron nie wykluczył możliwości wznowienia współpracy służb specjalnych obydwu krajów. Jak podkreślił, taka współpraca możliwa jest na razie tylko w dziedzinie walki ze zorganizowaną przestępczością.

Eksperci zgodnie twierdzą, że wizyta Camerona w Moskwie nie stanowiła przełomu we wzajemnych relacjach. Może być jedynie odczytana jako wstęp do ocieplenia.

---

ekonomia-wschodu.blogspot.com


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl