poniedziałek, 3 października 2011

E-sąd strzałem w dziesiątkę


Z dniem 1 stycznia 2010 roku polski kodeks postępowania cywilnego wzbogacił się o instytucję elektronicznego postępowania upominawczego. Data ta odnosi się więc do ważnego wydarzenia w procedurze cywilnej - powstania pierwsze polskiego e-sądu. Czy z perspektywy czasu było to dobre posunięcie?



Obecnie mija już prawie półtora roku od chwili, gdy owe rewolucyjne zmiany stały się faktem. Sądownictwo po raz pierwszy w tak dalekim stopniu przeniosło pole swojej działalności do wirtualnej rzeczywistości. Posunięcie to miało odciążyć tradycyjne sądy od rozpatrywania prostych powództw o zapłatę, których ogromna ilość wpływająca co dzień do wszystkich sądów potrafiła skutecznie spowalniać szybkość działania i prowadzić do powstawania "wąskich gardeł" w mechanizmach rozpatrywania takich spraw.

Na czym polega nowe, elektroniczne postępowanie upominawcze? Jest ono bardzo podobne do tradycyjnego trybu rozpatrywania spraw o zapłatę, z tym że część procedury, która może być rozpatrywana w sposób mechaniczny została przeniesiona do systemu teleinformatycznego, czyli sieci Internet. Dzięki temu znacznemu obniżeniu ulegają koszty przeprowadzenia takiego postępowania, a dzięki doręczeniom elektronicznym skróceniu uległ również czas rozpatrywania pojedynczej sprawy. W przypadku, gdy do wydanego przez e-sąd nakazu nie zostanie wniesiony skuteczny sprzeciw, nakaz taki staje się prawomocny, a wierzyciel może przystąpić do egzekucji. Natomiast gdy sprzeciw taki zostanie wniesiony powodując konieczność przeprowadzania rozprawy, wówczas zostanie ona przekazana do tradycyjnego sądu.

W chwili obecnej wiemy już, że e-sąd bardzo przypadł Polakom do gustu. Statystyki mówią, że coraz więcej osób decyduje się na skorzystanie z usług takiego sądu i właśnie tam kieruje swoje powództwa o zapłatę. Zadowolone jest również Ministerstwo sprawiedliwości, które zapowiada kolejne zmiany w kodeksu postępowania cywilnego. Zmiany mające zbliżenie prawa do nowych technologii dotkną bez wątpienia równieżkodeks cywilny.  Część ważnych zmian jest już w przygotowaniu na poziom resortowym, więc w niedalekiej przyszłości czekają nas kolejne małe rewolucje w prawie.

Rozprawa o Obamie i jego osobie w Warszawie


W odniesieniu do ostatniej wizyty Baracka Obamy nasuwają się dosyć niepokojące kwestie. Prezydent Stanów Zjednoczonych, które są dla wielu amerykanów wciąż kwitnącym imperium gospodarczym i technologicznym, przyleciał do Warszawy w konkretnym celu. Ogromna rola Polski w dziejach.



W odniesieniu do ostatniej wizyty Baracka Obamy nasuwają się dosyć niepokojące kwestie. Prezydent Stanów Zjednoczonych, które są dla wielu amerykanów wciąż kwitnącym imperium gospodarczym i technologicznym, przyleciał do Warszawy w konkretnym celu. Ogromna rola Polski w dziejach nowożytnej demokracji stała się punktem priorytetowym Obamy w rozmowach z licznymi prezydentami, jednak to wszystko wydaję się słabą przykrywką rzeczywistych i ważniejszych celów: gaz i strategia geopolityczna. Uśmiechnięty i rozpromieniony prezydent USA, ściskający dłoń każdemu weteranowi wojennemu stanowi wzór na to, jak grać prezydenta. Bijąca niezwykłym blaskiem charyzma i ogromnie radujące słowa padające z ust tego człowieka potrafią, wydawałoby się, zmienić bieg historii. Jest to niestety jedynie świetna taktyka PR-owska oraz efekty całego sztabu pracującego nad tym, kiedy Obama mówi, jak mówi, kiedy się uśmiecha i kiedy robi krótkie pauzy oraz ciepły wzrok podczas przemówień. Prezydentowi USA znacząco wzrosło poparcie (do około 80%) w jego kraju zaraz po tym, jak udało się unieszkodliwić Osamę Bin (ben) Ladena. Rzecz godna uwagi, bo tylko śmierć Osamy chwilowo odciągnęła oczy gapiów od Obamy, działającego nieustannie zgodnie z polityką Wall Street, co przyczyniło się m.in. do spadku publicznego poparcia żadnej teorii spiskowej i niczego kosmicznego w tym nie ma.

A teraz, jak to się ma do jego wizyty w Warszawie?

Mimo, że w Polsce jako-tako ludzie zdają sobie sprawę, że Obama to jednak nie do końca zasługuje na Pokojową Nagrodę Nobla, to kiedy jechał do prezydenta Komorowskiego, przy drodze i w wielu miejscach stały dosyć duże grupy ludzi po to, żeby go zobaczyć, pomachać mu, albo pokazać środkowy palec. Blask wokół jego osoby działa także w Europie Wschodniej i, mimo że jest to blask bardziej przybladły niż na Zachodzie, to wciąż trzyma się nieźle. Podniesienie jego prestiżu, jako dobrego ojca imperium amerykańskiego z pewnością przydało się w jego ostatniej wizytacji.

Rozmowy prowadzone między Obamą i resztą prezydentów z bliższej nam historycznie części Europy z pewnością dotyczyły spraw i kwestii demokracji. Przeszłość demokracji i jej przyszłość o tym Ameryka mówi zawsze. Powszechnie przecież utrzymuje się wśród opinii publicznej w USA przekonanie, że prowadzone akcje militarne na Bliskim Wschodzie mają na celu dostarczanie demokracji. Drodzy Państwo, pierwsze co robią komandosi, kiedy zajmują terytorium Blisko Wschodnie to: zajęcie platform wiertniczych i zniszczenie wszelkich fabryk produkujących żywność oraz utrudnianie komunikacji. Niezwykle ważne jest również to, że dla Obamy Polska jest być może niedługo: Światowym liderem (słowa prezydenta USA). Całą demokratyczna uwaga Obamy na posiedzeniu niewątpliwie musiała być skierowana w stronę Polski i to naszemu krajowi oddawał hołd i wszelkie słowa podzięki za wyrwanie się z pod czerwonej kurtyny pod koniec lat 80-tych. Jednakże debata demokratyczna nie mogła być aż tak ważna, aby prezydent USA fatygował się przylatywać do Polski. Można to zrobić w wielu innych miejscach, m.in. w ławach ONZ. Zauważmy, że sytuacja gospodarcza USA od niesmacznego momentu wszczęcia wojny w Iraku, a następnie w Afganistanie, wydaje się niezbyt optymistyczna. Dług USA jest obecnie liczony w bilionach (!) i według byłych analityków z Wall Street, którzy zrezygnowali z posady po tym, jak dowiedzieli się, że spekulacja giełdą zaczyna się na bardzo wysokich szczeblach finansowych, nie starczyłoby wszystkich pieniędzy na całym obecnym świecie, aby ten dług spłacić choćby częściowo. USA grozi kryzys, żadna ropa im nie pomoże, ponieważ dziennie zyski z ropy są zdecydowanie mniejsze, niż dziennie koszty wojny na dwóch frontach. Widzimy obecnie w mediach piękne zdjęcia z Broadwayu, czy Los Angeles, a mimo to istnieje w USA wiele miast widm, które dawniej napędzane m.in. przez General Motors stanowiły siłę napędową motoryzacji w kraju.

Obama z pewnością będzie miał, a właściwie firmy typu Exxon będą miały, ogromny wkład w wydobywanie gazy łupkowego. Nie jest to jego żadna deska ratunkowa, ale jest to świetne zabezpieczenie w tak dobrym geopolitycznie miejscu na kuli ziemskiej. Nasza kwestia to zabezpieczenie gazu w ten sposób, abyśmy mogli na nim zarobić i mieć go dla siebie to jest najważniejsze, jednak aby to osiągnąć niezbędna jest technologia, którą posiadają inżynierowie amerykańscy. Należy mieć tylko nadzieję, że obecny premier i prezydent rozsądnie i klarownie rozpatrzą strategię dla ogromnych złóż gazu łupkowego, którego ilość pozwoliłaby na zajęcie pozycji gazowego imperium we Wschodniej Europie, całkowicie zaspokajając potrzeby Polski i krajów sąsiadujących, jeśli zaistniałaby taka potrzeba. Innymi słowy zysk finansowy i inne korzyści z dobrego zagospodarowania realnym złożem są ogromne. Badacze amerykańscy mają dostęp do złóż i chętnie wydobywają wszelkie na ich temat informacje. Wydaje się zatem, że w pewnej chwili nadeszła wiadomość depeszą z ambasady amerykańskiej w Polsce do Waszyngtonu DC., że warto się zainteresować Polską krajem z wielkim sercem demokracji, za co amerykanie rzekomo nas tak podziwiają, bo będzie idealnym partnerem, nie mylić z sojusznikiem, w gospodarce gazowej. Obama stworzył zatem swoją osobą i przemówieniami relatywnie dobre propozycje współpracy i stworzył kontury jakiegoś ściśle nieokreślonego partnerstwa między USA i Polską. Jego program wydaje się nie być sprecyzowany w żadne konkretne punkty; wiemy, że nas podziwia i, że stanowimy ważny punkt w jego czasie obejmowania fotelu prezydenta. Nic nie jest z jego strony pewne, ale przesłanki, co do jego faktycznych celów nabierają zdecydowanie więcej pewności.

Geopolityka to dzisiaj modne i bardzo ładne zresztą słowo, które także w słowniku amerykańskich polityków znajduje szczególne miejsce. Sprawy mają się akurat tak, że nasz kraj położony jest w strefie potencjalnych napięć i bardzo silnych ruchów społecznych oraz politycznych. Ułaskawienie tego regionu lub jego roztrząsanie może przynieść korzyści i straty. Obama chciał już wcześniej mieć zabezpieczenie dla Zachodu w postaci biało-czerwonego parasola ochronnego, ale widocznie układy Rosja-USA zeszły na innych tor. Niemniej jednak establishment amerykański wyraźnie cały czas monitoruje wszelkie zjawiska Europy-Wschodniej, co sugeruje, że rzeczywiście wizyta Obamy nie była tylko jednorazowym wybrykiem.

Nam, obserwatorom wirującego świata polityki globalnej i narodowej, pozostaje zbieranie informacji oraz bycie przytomnym na tyle, żeby nie obudzić się pod czerwoną gwiazdą.

Hakerzy ukradli limity CO2! NIE DO WIARY :O

Autorem artykułu jest Miłosz Rożański



Unia Europejska uczy mnie pokory, do niedawna byłem pewien że jestem przygotowany na każdy absurd, nic dziwnego skoro jednym z mniejszych absurdów było prostowanie bananów. Jednak dzisiaj już wiem iż niczego nie można być pewnym, rzekomi „hakerzy” wykradli Unii Europejskiej limity CO2 po czym je sprzedali.

Limity emisji CO2

 

Same limity są absurdem jakich mało oraz sabotażem gospodarki, generalnie chodzi o to iż za każdą tonę wyprodukowanego dwutlenku węgla musimy zapłacić komisji europejskiej! Nie przeszkadza im fakt iż mit globalnego ocieplenia dawno upadł i okazał się fałszem, Polska będąca krajem którego energetyka oparta jest na węglu staje się całkowicie niekonkurencyjna, spowalnia to całą gospodarkę i jest wymuszeniem za które urzędnicy powinni ponieść karę śmierci. Więcej na ten temat napisałem w artykule który znajduje się TUTAJ -> Prąd zdrożeje o 80% <-

 

Oficjalna wersja (absurdalne brednie)

 Handel limitami CO2 zostaje wstrzymany na tydzień, wszystko na skutek cyberataku jakiego dopuścili się hakerzy, wykradli oni z serwerów Unijnych limity na handel CO2 po czym je...Uwaga bo można dostać ataku serca...SPRZEDALI! Hakerzy ukradli limity CO2 i je sprzedali!Ja pierdolę

Póki co nie do końca wiadomo kto stracił na tym najwięcej, wśród faworytów wymienia się Austrię, Grecję, Estonię oraz Polskę. Czechy natomiast na chwilę obecną straciły już siedem milionów Euro!

 

Dlaczego nie można w to wierzyć?

 Po pierwsze w jaki sposób prywatna osoba może wykraść jakieś limity (będące pojęciem stricte abstrakcyjnym, danymi na papierze które nawet nie weszły w życie) i następnie komuś je sprzedać? Czy gdybym włamał się na serwery miasta Rzeszów i ukradł skan aktu własności oraz wszelkie zawarte na nim informację mógłbym następnie komuś sprzedać Rzeszów? Czy jeśli ustalisz ze znajomymi że za każdą jedynkę jaką dostaniecie na studiach każdy z was będzie musiał spędzić noc w parku to ktoś może te ustalenia ukraść i komuś sprzedać? Jest to jeden z największych absurdów o jakich do tej pory mieliśmy okazję słyszeć.

 

Jak nie wiadomo o co chodzi

 Jestem zwykłą płotką tak jak i wy, może nawet jeszcze zwyklejszą dlatego póki co nie wiem o co chodzi. Na pewno nie chodzi o żadnych hakerów, to też w grę mogą wchodzić sprawy takie jak malwersacje finansowe bądź wyłudzenie. Może być tak iż za „kradzież” nieistniejących limitów dodatkowe pieniądze zapłacić będą musiały państwa których dotyczyły, wskazuje na to informacja iż Czechy już straciły siedem milionów. Może to być również zwykły sabotaż o wartości strategicznej, w jakim celu tego nie wiem. Może być to również bardziej zmyślne działanie nakierowane na przewodzenie masami, dzięki kradzieży limitów gospodarka Polski może stanąć na krótszy lub dłuższy okres. Wina zostanie zwalona na hakerów którymi jak wiadomo są wszyscy niekontrolowani internauci, może być to pretekst do uzyskania społecznego poparcia w sprawie cenzury Internetu. Internet jest ostatnim wolnym medium, jeśli go stracimy możemy już na zawsze pożegnać się z naszą wolnością. skoro są ludzie którzy wierzą w obietnice Tuska słane z telewizji z pewnością znajdą się miliony takich którzy uwierzą w to...Nie znam słów by określić ten syf który nam się serwuje!

Mam nadzieję że zrobili backupy, bo skoro kradzież czegoś na wzór aplikacji w Excelu same Czechy już kosztuję 7mln Euro to wolę sobie nie wyobrażać jaką durnotę będą próbowali nam wciskać. Sam nie wiem czy jest to tak straszne i oni są bezczelni czy jest to po prostu śmieszne.

źródło informacji: Chip.pl, Wykop.pl

---

Wielu ludzi nie zdaję sobie sprawy ile trudu oraz zachodu wymaga napisanie z sensem o danym temacie przy jednoczesnym umieszczeniu linków. Ale to dobrze, tym więcej pracy dla nas, lecz czy potrafilibyście wymyślić trzy różne zdania w których jako kompatybilna część zdanie występowały by w tej właśnie kolejności słowa Park Linowy Rzeszów ?Jakby tego było mało o owym parku musielibyście nie rzadko pisać w artykule tematycznie nie związanym z czymś takim jak park linowy. To bardzo fajne uczucie wiedzieć iż potrafi się nie tracić (zbyt wiele) na sensie artykułu i potrafić jednocześnie wstawić tam (aczkolwiek w sposób średnio subtelny) skomplikowaną frazę taką jak Park Linowy Rzeszów ;) Polecam wszystkim bo to fajna zabawa.


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Po polsku w Polsce

Autorem artykułu jest Regina Plona



Profesor Piotr Małoszewski, który jest zarazem przewodniczącym Chrześcijańskiego Centrum Krzewienia Kultury, Tradycji i Języka Polskiego w Niemczech, wskazuje, że siedmiostronicowy projekt końcowy uchwały (z datą 24 maja) nie wspomina o konkretnych projektach wspomagających polską kulturę i naukę języka polskiego. 

 Nie ma w tym dokumencie tego, co dla nas najważniejsze. Projekt jest dla Polonii nie do przyjęcia - zaznacza Małoszewski. I wyraża nadzieję, że władze w Warszawie nie zaakceptują go w takiej formie.
W jednym z punktów uchwała podejmuje wątek aktywnego wspierania kultury niemieckiej w Polsce. Podczas polsko-niemieckich rozmów "okrągłego stołu" pojawiło się w związku z tą sferą wiele wniosków skierowanych do strony polskiej, m.in. wskazania, jak poprawić formy nauczania języka niemieckiego w Polsce, postulat powstania niemieckojęzycznej telewizji i radia. - A nam w Niemczech proponuje się co najwyżej powstanie jakiejś gazetki lub strony internetowej. Przecież to jest usankcjonowanie braku symetrii - zwraca uwagę Piotr Małoszewski.

Wójcicki zauważa, że w uchwale niejako marginalizuje się tragiczne losy Polaków w okresie II wojny światowej, wykorzystując do tego dramat ludności żydowskiej. "Ciemny rozdział polsko-niemieckiej historii już jest poza nami, ale będzie zawsze pozostawał w pamięci. Napadając na Polskę, Niemcy rozpoczęły drugą wojnę światową. Miliony ludzi straciło życie w wyniku barbarzyńskiej okupacji. Holokaust zgasił także w Polsce miliony ludzkich istnień i rozkwitającą żydowską kulturę" - napisano w dokumencie. - Czytając to sformułowanie, można było odnieść wrażenie, że straty ponieśli tylko Żydzi - stwierdził Wójcicki. 

Uchwała, która w założeniu miała zrehabilitować przedwojenną polską mniejszość narodową, a w rzeczywistości nie używa nawet sformułowania "polska mniejszość", rodzi się w bólach. Tymczasem przewodnicząca BdV Erika Steinbach na spotkaniu ziomków Prus Wschodnich w Erfurcie oficjalnie zażądała od niemieckiego rządu ustanowienia narodowego święta "Pamięci Wypędzonych".
mówił  Waldemar Maszewski, Hamburg

---

http://szukamcierodzino.blogspot.com


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

czwartek, 29 września 2011

Billboard totalny

Autorem artykułu jest jerrym



Idę sobie spokojnie, wolno, ulicą pełną elektoratu. Gdzie nie spojrzeć elektorat pilnie baczy na wszystko, co świadczy o zaletach i wadach partii, stronnictw, konwentykli. Ja sam częścią tego elektoratu jestem. I także mam wielkie zapotrzebowanie na informacje o poczynaniach partii, stronnictw, konwentykli.

Nagle jest ! Patrzę na Photoshopowe wizerunki Pani Poseł Piekarskiej oraz Pana Posła Przewodniczącego Napieralskiego. Do tego uderza mnie jak grom z jasnego nieba przekaz informacyjny, że Państwo Poselskie Photoshopowe jest reprezentacją graficzną Pierwszej Brygady (wróć – linii) czegoś, czego skrótem są litery SLD. Już wiem wszystko – SLD zrobiło dobrą robotę, wydało sporo forsy na profesjonalny photoshop.

Idę dalej w kierunku Lidla po bułki nasze codzienne pełen uznania dla dobrej roboty SLD. Ja chyba stałem się błyskawicznie elektoratem świadomym swej decyzji. Wreszcie kamień spadł mi z serca.

Billboardy przecież nie kłamią. Mam komórkę z kartą firmy kiedyś zwanej Era. Widziałem w telewizji kabaret Mumio, co to reklamował konkurencję - Plusa, a ponieważ lubiłem Mumio jak był kabaretem, a przestałem lubić pomumiowy zespół reklamodawców, to starter kupiłem na targu pod warunkiem, że nie będę finansował coraz bardziej wysublimowanym intelektualnie i wizualnie pomysłów tej Pani i tych Panów, co ich pamiętam z Mumio. Chyba dobrze zrobiłem, bo ta firma, co konkurowała z Plusem zniknęła i jak ten Feniks światowa się stała.

Czyli że billboardy to potęga i trzeba im wierzyć. Kiedyś widziałem na nich malucha, co się uśmiechał i raczkował. To ja zapamiętałem, że on był tak zadowolony ponieważ miał na sobie pampersy marki Pampers. To wziąłem i kupiłem. Nie dla siebie na razie, dla Wnuczki. I Wnuczka podobno była zadowolona – tak zagulgotała na pytania ankietera. Czyli że billboardów trzeba się słuchać (?), albo zapatrywać.

No to idę dalej swoją droga codziennej troski. Aż tu za rogiem inne arcydzieło Photoshopa – Pan „Trzy P” (Prezes, Premier, Poseł) jak żywy po diecie. I się uśmiecha. Pod spodem coś napisane. Podchodzę, bo okularów zapomniałem. „Czas na odważne decyzje”. To jest to ! Ci z Photoshopu SLD nie piszą, że czas na coś przyszedł, albo przyjdzie. Oni proszę żeby się na Internet wpisać, to się dowiem co jest grane.

Adamek z Kliczką będzie walczył – to wiem.

Jeżeli czas na odważne decyzje – tak sobie myślę – to kiedyś nie było na nie czasu. Ale z drugiej strony (billboardu), to kiedyś nie musiałem zapisywać z billboardu adresu internetowego. Ciężko być uświadomionym elektoratem.

Czy oni mają mnie za totalnego głupka ? Nie tylko mnie. Ten cholerny elektorat, co taki debilny, że obrazki mu trzeba pokazywać aby się dowiedział, co dla tego elektoratu dobre. Idzie se elektorat i ma krótki przebłysk inteligencji. Ten billboard lepszy od tamtego, to ja zagłosuję za lepszym Photoshopem.

A potem kiedyś będą mi wnuki kupować pampersy i wysyłać na Karaiby, bo miałem szczęście widzieć dawno temu taki billboard z palmami, szklankami z parasolką i cud aktorami, co to emerytów naśladowali.

---

JM

http://laurahuta.blogspot.com


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Mgliste obietnice

Autorem artykułu jest Marian Plona



Po "dziwacznym" raporcie pana posła Mirosława Sekuły z komisji hazardowej otrzymaliśmy niedawno kolejny wyjątkowo ohydny paszkwil rozzuchwalonego lewaka posła Ryszarda Kalisza w sprawie śmierci Barbary Blidy.

Gdzie przed Trybunał Stanu chcą postawić Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobrę. Obydwa raporty są świadectwem tego, że układ rządzący Polską nadal istnieje, a teraz dodatkowo przybrał postawę oskarżycielską. Do tego obrazu dołącza się kolejna osobistość, prezydencki doradca Tomasz Nałęcz, który spotkanie Jarosława Kaczyńskiego z młodzieżą nazwał polityczną pedofilią.

Przebił już więc osławionego "profesora" Bartoszewskiego i jego "bydło". A za to ostatnio na spotkaniu z panem premierem Tuskiem pani kanclerz Angela Merkel oświadczyła, iż Gazociąg Północny, gdy okaże się, że blokuje rozwój portów w Szczecinie i Świnoujściu, to zostanie wkopany głębiej - jak się należy domyślać już podczas jego eksploatacji. I o dziwo, te niedorzeczne obietnice nasz rząd przyjmuje ze zrozumieniem.

Przecież od dawna wiadomo, że jest problem z gazociągiem i istnieje groźba zahamowania rozwoju obu portów. Pytanie jest bardzo proste: dlaczego do tej pory nie wkopano głębiej tego gazociągu, tylko snuje się mgliste obietnice? Dlaczego tego nie uczyniono - jak mniemam - wie tylko Donald Tusk i Angela Merkel.

A może to celowy zabieg, bo przecież łatwo się domyślić, że operacja zagłębiania go podczas eksploatacji albo nie będzie w ogóle możliwa (tj. Niemcy tak w końcu stwierdzą), albo jej koszty będą tak horrendalnie wysokie, że ponieść je będziemy musieli my. Dochodzi jeszcze jedna sprawa. Czy obietnice pani Merkel będą musiały respektować kolejne rządy niemieckie? Wszystko to jest palcem na wodzie pisane.

---

http://szukamcierodzino.blogspot.com


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Obietnice wyborcze

Autorem artykułu jest Monika Ł.



Zbliżają się wybory, zatem i kampanie reklamowe już ruszyły. Pierwszym takim widocznym przykładem są plakaty, na których uśmiechnięci parlamentarzyści oferują nam rożne usługi, jak np. porady prawne i to w dodatku darmowe.

Na pierwszy rzut oka zwykłego człowieka, stwierdzam, że taka pomoc prawna udzielana jest przez samego polityka z plakatu. Zatem warto pójść nawet z wymyślonym problemem, żeby przekonać się, jak wygląda ten czy inny parlamentarzysta, powąchać go i porozmawiać z nim. Może np. okazać się, że człowiek taki, nie dość, że miły i kompetentny, to przyjmuje każdego, chętnie wysłucha i jeszcze radą posłuży na różne ludzkie bolączki.

Okazuje się jednak, że porady udzielać nam będzie, nie sam polityk, a np. aplikant czy ściągnięty specjalnie na tą okazję prawnik. Żeby tego mało, sekretarka poinformuje nas, że pana z plakatu nie zastaliśmy, zresztą on tych porad prawnych nie udziela, bo nie jest absolwentem prawa. Jeśli bardzo się uprzemy, ta sama miła sekretarka zapiszę nas na wizytę w polityka, jednak najbliższy wolny termin to np. 30 sierpień.

Gra językiem polskim to zabieg często wykorzystywany przez polityków w swoich kampaniach. Nawijają oni makaron na uszy ludziom, obiecują gruszki na wierzbie, a lud wierzy. Wierzy i głosuje. Mało kto się zastanowi nad hasłami wyborczymi z plakatów czy przemówieniami, wygłaszanymi przez samych parlamentarzystów na wiejskich festynach. Politycy, zresztą, sami często nie wiedzą co mówią, znaczenia używanych słów nie znają, a potem wielkie zdziwienie, że lud ma pretensje. Bo lud pamięta co mu się obiecuje. Chociaż z roku na rok, coraz mniej. A to dlatego, że widzą, że najczęściej te obietnice to nic nie warte były, więc te nowe hasła wyborcze jednych uchem wpuszczają, a drugim wypuszczają.

---

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Gospodarka zamiast polityki

Autorem artykułu jest jaspaw



W poniedziałek 12 września po raz pierwszy od sześciu lat Moskwa gościła premiera Wielkiej Brytanii. David Cameron spotkał się zarówno z prezydentem Dmitrijem Miedwiediewem, jak i premierem Putinem.

To próba poprawy relacji dwustronnych, na których cieniem kładą się przede wszystkim „sprawa Litwinienki” oraz wnioski ekstradycyjne wystosowane przez prokuratury obydwu krajów. Moskwa od lat domaga się przekazania w ręce wymiaru sprawiedliwości skonfliktowanego z obecną władzą biznesmena Borisa Bieriezowskiego oraz czeczeńskiego polityka Achmeda Zakajewa. Londyn z kolei stara się o ekstradycję Aleksandra Ługowoja, głównego podejrzanego w sprawie otrucia byłego agenta FSB i zarazem obywatela brytyjskiego Aleksandra Litwinienki. W 2007 roku obydwa kraje przechodziły kryzys dyplomatyczny, który zakończył się wzajemnym wydaleniem dyplomatów.

„Nawet jeśli nasze podejście do tych czy innych kwestii nie zawsze jest takie samo, to nie powód do dramatyzowania. Najważniejsze to nie dopuścić, żeby to wpływało negatywnie na kierunku naszych relacji” – mówił w trakcie wspólnej konferencji Miedwiediew. Równocześnie dodał, że obowiązująca w Rosji konstytucja nie pozwala na zrealizowanie żądań Londynu. W podobny sposób wypowiadał się Cameron. „Ekstradycja to sprawa sądów. Oskarżony ma prawo do sprawiedliwego procesu sądowego” – stwierdził podczas wykładu na Moskiewskim Uniwersytecie Państwowym.

cameron_miedwiediew

Wizyta brytyjskiego premiera, któremu towarzyszyła grupa biznesmenów, przebiegała pod znakiem negocjacji w sferze gospodarczej. Podpisano m.in. umowę o współpracy rozwojowej i w dziedzinie innowacji. Sfinalizowano również powstanie w Moskwie brytyjskiego centrum finansowego oraz omawiano kwestie wymian studenckich i naukowych.

Premier Cameron nie wykluczył możliwości wznowienia współpracy służb specjalnych obydwu krajów. Jak podkreślił, taka współpraca możliwa jest na razie tylko w dziedzinie walki ze zorganizowaną przestępczością.

Eksperci zgodnie twierdzą, że wizyta Camerona w Moskwie nie stanowiła przełomu we wzajemnych relacjach. Może być jedynie odczytana jako wstęp do ocieplenia.

---

ekonomia-wschodu.blogspot.com


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl